Nazywam się Paulina Szpakowska-Kurczyn.

Z zaangażowaniem pomagam ludziom w odzyskiwaniu zdrowia metodami medycyny naturalnej tak, aby mogli cieszyć się brakiem dolegliwości, dużą ilością energii i radością życia. Korzystam z  biorezonansu zarówno do wykrywania obciążeń organizmu, jak i w trakcie kuracji usuwających stwierdzone patogeny, dołączając wtedy odpowiednio dobrane zioła i suplementy.  

Wspieram również tych, którzy pragną zmiany w którymkolwiek obszarze swojego życia. Stosuję tu techniki Access Consciousness- sesje Bars z możliwością połączenia ich z transformującymi procesami werbalnymi (mającymi formę odpowiednio skonstruowanych otwartych pytań) dotyczącymi nurtującego problemu.

Stawiam na profilaktykę zdrowotną i usuwanie przyczyn, a nie objawów dolegliwości. Wiem, że źródłem schorzeń nie musi być ciało, często są to emocje.

Chęcią do dzielenia się wiedzą i wspierania innych zapałałam w czasie praktyk w liceum podczas moich studiów  filologicznych. W efekcie podjęłam później pracę, którą przez kilkanaście lat z oddaniem wykonywałam w szkole podstawowej, jako nauczycielka języka angielskiego.

Jednocześnie rozwijałam się w dziedzinach, które od dawna również były dla mnie ważne, czyli zdrowie i rozwój osobisty. Kierując się intuicją wybierałam związane z nimi kolejne kursy oraz szkolenia i łapczywie chłonęłam każde usłyszane słowo. Począwszy od Theta Healing, matrycy energetycznej (dwupunktu), Germańskiej Nowej Medycyny, Biologii Totalnej, genialnych metod pracy mentalnej i z ciałem wg Access Consciousness aż do biorezonansowych badań stanu organizmu metodą Volla, Vega testu i diagnostyki nieliniowej NLS. To było coś, na co od dawna czekałam. Ta wiedza działała na mnie jak magnes. W 2014 roku zdałam z wynikiem bardzo dobrym egzamin państwowy uzyskując prawo do wykonywania zawodu "Akupunkturzysta metodą Volla" i uprawnienia średniego personelu do spraw zdrowia praktykującego niekonwencjonalne i komplementarne metody terapii.

Podjęłam w związku z tym odważną decyzję: "Zakładam własną firmę". Nie miałam na to żadnych środków. Chcąc realizować swoje marzenie musiałam wziąć duży kredyt na zakup urządzeń oraz na spłacenie długów za już ukończone przeze mnie niezbędne kursy, za które słono kazano sobie płacić. Nie było to łatwe, bo moja szkolna pensja nauczycielki z wyższym wykształceniem nie była niestety wysoka i wiedziałam, że stawiam wszystko na jedną kartę. Mieszały się we mnie wtedy wielki entuzjazm z niepewnością, bo nikt poza mną w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Jeleniej Góry nie wykrywał i nie usuwał patogenów metodą biorezonansu. A może ktoś próbował tylko mu nie wyszło? A co jeśli mi też się nie uda?...

Jednak pragnienie zajęcia się właśnie tą dziedziną i pomagania ludziom w taki sposób było silniejsze od wszelkich wątpliwości. Było jak ta nieznana siła, która sprawia, że ptaki czując nadchodzącą zimę zaczynają odlatywać rozpoczynając swoją podniebną wędrówkę w kierunku ciepłych krajów. Nikt im tego nie mówi, nie daje rad, kierunkowskazu... po prostu wiedzą, że tak jest dobrze, że tak trzeba. Podobnie było ze mną.

Na początku zapraszałam do siebie na diagnostykę znajomych. Potem zaczęłam się ogłaszać w internecie i gazetach i powoli ludzie zaczynali do mnie przychodzić.

Część z nich była zaciekawiona, zadawali wiele pytań odnośnie stosowanych przeze mnie metod, słuchając uważnie moich odpowiedzi i dopytując się o szczegóły zaleconych kuracji usuwających obciążenia z ich organizmu.

Inni sprawiali wrażenie jakby przyszli mnie sprawdzić i zatajali swoje dolegliwości. Udawali, że są zdrowi mówiąc, że chcą się zbadać tylko profilaktycznie. Czułam od nich ten niemy przekaz -"No to jak jesteś taka niby mądra w tym temacie i masz takie niby świetne urządzenia, to powiedz mi sama co mi dolega!". Ci w większości zaczynali zmieniać front gdy się okazywało, że w trakcie wizyty wymieniałam po kolei ich osłabione organy oraz konkretne pasożyty, grzyby, pleśnie, bakterie lub wirusy je obciążające.

Byli i tacy, którzy od razu po diagnostyce u mnie szli do laboratorium lub na usg aby zweryfikować wyniki. Robili to, mimo moich uprzedzeń, że aparatura, z której korzystam jest bardzo czuła i odbiera w Hz częstotliwości zmian, które dopiero się tworzą na poziomie komórkowym, przez co mogą być jeszcze nie do wykrycia w zwykłych badaniach. Gdy wyniki się nie potwierdziły, triumfalnie rozpowiadali o tym znajomym lub na łamach internetu, co często do mnie później dochodziło. Niewielu niestety miało odwagę przyznać się że to, czego się u mnie dowiedzieli o wiele wcześniej, zaczynało w końcu po iluś tygodniach lub miesiącach dawać o sobie znać.

Obecnie coraz więcej osób korzysta z moich usług. Z nieustającą satysfakcją obserwuję jak po zaleconych przeze mnie kuracjach wracają do zdrowia, odzyskują energię i chęć do działania.  I za każdym razem robi mi się ciepło na sercu gdy odbieram od kogoś telefon z podziękowaniami za pomoc takimi jak np. od pani Ewy z Jeleniej Góry za, to że po 20 latach zmniejszył się jej migdał i w końcu zaniknęły chroniczne problemy z gardłem, od pani Aliny ze Zgorzelca za to, że ustały problemy z układem pokarmowymi, poprawiło się trawienie i w końcu przytyła, czy od pani Elżbiety z Wałbrzycha za ustąpienie dolegliwości układu rozrodczego.

Wtedy utwierdzam się w przekonaniu, że droga, którą obrałam ma sens, że pomoc ludziom w odzyskiwaniu zdrowia, w pokonywaniu ich własnych słabości i dzielenie się wiedzą z tym związaną jest moją życiową misją. Bo czy może być coś piękniejszego niż bycie jak paląca się świeca, od której nieskończona ilość innych świec może zapłonąć własnym światłem? 

 

 

                                                                                       the best mae